Niewidzialna ręka a kreacjonizm

Teoria niewidzialnej ręki przypomina teorię ewolucji, ale nie w tym zakresie, w jakim zwykle obie koncepcje się ze sobą zestawia. Nie chodzi o potocznie rozumiany społeczny darwinizm.

Ewolucja podobnie jak rynek jest zdefiniowana przez bardzo prostą zasadę, która prowadzi do bardzo złożonych rezultatów. Zrozumienie owego niezwykle złożonego procesu zaczepionego o banalną regułę wymaga niebanalnej gimnastyki umysłowej. Kreacjoniści kapitulują w obliczu intelektualnego wyzwania. Wizja złożoności form życia powstałych za sprawą przypadkowych mutacji porządkowanych jedynie przez bezosobowy mechanizm wywołuje naturalny sceptycyzm. Umysł szuka droga na skróty – złożoność natury musi być wynikiem świadomego planu. Do tego potrzeba baśniowego bytu oddzielonego od rzeczywistości, który sam nie jest częścią rzeczywistości, ani nie jest animowany tą samą zasadą, co reszta bytów, ale który jedynie rzeczywistość porządkuje i nadaje jej odpowiedni bieg.

Jeśli wolny rynek oznacza społeczny darwinizm, wówczas etatyzm jest społecznym kreacjonizmem.

Państwowe usługi

Liberałowie wskazują często, że państwo nie ma wystarczającej motywacji, aby świadczyć usługi wysokiej jakości, ponieważ w państwowym przedsiębiorstwie brakuje osoby właściciela, który byłby osobiście i finansowo odpowiedzialny za porażkę lub powodzenie przedsięwzięcia. Ja powiedziałbym więcej – Państwo ma motywację, żeby świadczyć usługi jak najpodlejszej jakości.

Osoby, które doświadczyły braku dostępności określonych usług w wystarczającej ilości i jakości podatne są na fiksację na ich punkcie. Jeśli rządzący zdołali jednocześnie zakorzenić w społeczeństwie przekonanie o nierozerwalności Państwa z daną sfery ludzkiej działalności, wówczas wszelka perspektywa upadku państwa wywoła lęk o dostępność owych usług i obawę przed znanym już dyskomfortem. Powszechnie dostępnych usług wysokiej jakości natomiast nie zauważamy i nie doceniamy. Przechodzimy nad nimi do porządku dziennego i ich obecność uznajemy za stan naturalny. Perspektywa niemożności zaspokojenia związanych z nimi potrzeb wydaje się abstrakcyjna, więc nie uznajemy jej za prawdopodobną.

Klasa rządząca ma szczęście, że, niezależnie od swoich intencji i zaangażowania, nie jest w stanie zapewnić obywatelom usług wysokiej jakości. Rynek ma tego pecha, że za sprawą bezosobowych sił nim kierujących i wręcz wbrew intencjom swoich członków, ewoluuje, zapewniając społeczeństwu coraz wyższej jakości dobra i usługi po coraz niższej cenie. Za sprawą owej niefortunnej zależności obywatele będą zawsze bardziej drżeli przed możliwością upadku państwa niż przed możliwością upadku rynku.

Warunki pracy

Zawężając wybór nie poprawiamy losu wybierającego. Jeśli nie podoba nam się położenie, w którym znajdują się niektóre osoby na wolnym rynku, pamiętajmy, że odbierając im możliwość znalezienia się w tym położeniu, skazujemy ich na jeszcze gorszy los. Skazujemy ich bowiem na alternatywę, którą w momencie podejmowania decyzji ocenili jako mniej korzystną. Jeśli oburzamy się więc na nieludzkie warunki pracy, na głodowe pensje, pomyślmy, jak fatalnie musiała wyglądać owa alternatywa.

Anarchistyczna rewolucja

Rodzaj ładu, który się krystalizuje po anarchistycznej rewolucji, nie jest zależny od poglądów rewolucjonisty. W moim przekonaniu o tym, czy społeczeństwo zostanie wywindowane do stanu anarchokapitalizmu, czy ześlizgnie się w agresywny komunizm, decyduje w dużej mierze stadium cywilizacyjne, w którym się znajduje. Anarchokapitalizm powstanie niemal z pewnością w miejscach, w których mieszkańcy wyżej cenią dobra uzyskane dzięki podziałowi pracy ponad dobra uzyskane dzięki grabieży. Decyduje o tym bogactwo, poziom technologiczny, przedsiębiorcze przyzwyczajenia, kręgosłup moralny. Wojna domowa w ogromnej mierze niszczy wszystkie te cechy, przez co nawet pozornie obiecującą społeczność może przesunąć poza wytyczoną przeze mnie granicę i zepchnąć w czarną czeluść komunizmu lub dyktatury.

Maszyny

Maszyny odbierają ludziom pracę, a przez to – środki do życia.

Tak, maszyny odbierają ludziom pracę. Wykonują ją za nich. Pytanie brzmi – czy praca automatycznie zapewnia środki do życia? Czy jeśli wszyscy ludzie zaprzęgną się do dwóch rodzajów prac – kopania rowów i ich zasypywania – zapewnią sobie w ten sposób środki do życia? Nie. Widzimy więc, że to nie praca, ale siła nabywcza zapłaty jest gwarantem bezpieczeństwa i zamożności.

Jak opisać siłę nabywczą? Jest to liczba dóbr, które jesteśmy w stanie kupić przy użyciu zadanej kwoty. Co decyduje więc o sile nabywczej pensji? Ceny oferowane na rynku. Czy produkty wykonane maszynowo są tańsze od produktów wyrabianych ręcznie? Nikt chyba nie ma wątpliwości. Podsumowując – zastosowanie maszyn zwiększa liczbę towarów, które jesteśmy sobie w stanie zapewnić za własną pensję.

Czy liczba dostępnych miejsc pracy zmniejsza się z powodu maszyn? Nie, zmienia się jedynie ich charakter. Czy jeśli rozejrzymy się dokoła, nie dostrzeżemy tysięcy usprawnień, których byśmy sobie życzyli? Brudna klatka schodowa wymaga odmalowania, dziury na jezdniach – załatania, zapuszczony ogródek – przystrzyżenia, a puszczając wodze fantazji – czy nie zechcielibyśmy odwiedzić księżyca w weekend? Pracy jest zawsze dość, ponieważ nasze potrzeby są nieograniczone. Jeśli narzekamy na problemy wynikające z bezrobocia, musimy szukać winnych gdzie indziej, nie w maszynach.

Jeśli domagamy się zniszczenia maszyn, domagamy się w istocie pogorszenia warunków życia osób najuboższych, którym maszyny dostarczają produkty taniej niż rękodzielnictwo albo wręcz… dostarczają je za darmo. Spójrzmy na muzykę:

W przeszłości do wybitnych wykonań utworów najwybitniejszych kompozytorów dopuszczona była jedynie garstka arystokratów. Gramofon sprawił, że muzyka zawitała do domów klasy średniej, ale i więcej – dzięki wynalazkowi wystarczyło raz zapłacić za płytę, aby móc ją potem w nieskończoność odsłuchiwać za darmo! Nie musimy każdorazowo kupować biletu do filharmonii. Co przyniósł nam natomiast komputer i Internet? Płacąc jednorazowo za sprzęt i uiszczając abonament za Internet (zwykle tańszy niż pojedyncza płyta) możemy słuchać nieskończoną ilość razy nieskończonej liczby utworów i wykonań! Niestety – w tym ostatnim przypadku – jesteśmy sztucznie ograniczani w możliwościach, które zapewnia nam technologia.

Jak widać, użycie maszyn obniża cenę produktów. Niekiedy wręcz zrównują ją z ziemią – weźmy przytoczony przykład kolejnych odsłuchań utworu (musimy niejako zapłacić jedynie za pierwsze odsłuchanie). Przyczyn bezrobocia natomiast należy szukać gdzie indziej.

Najbogatsi

Często wysuwanym argumentem przeciwko libertarianizmowi jest zarzut, że w anarchokapitalizmie najbogatsi zbiliby się w kartel i rządzili resztą społeczeństwa. Pytanie brzmi – co oznacza słowo najbogatszy, jeśli usuniemy wyrażenie prawny środek płatniczy? Czy w takim systemie jest możliwe, by być naraz bogatym i aspołecznym? Czy kiedy bogaty zacznie podporządkowywać sobie innych siłą, zdoła utrzymać bogactwo do samego końca tego procesu?

Warunki pracy

Standardowo przyjmuje się perspektywę, wedle której warunki pracy ustalane są przez pracodawcę. Wynikają z tego określone implikacje moralne służące nam do oceny zatrudniającego. Proponuję inną perspektywę – bliższą, według mnie, prawdy:

Warunki pracy ustalane są przez pracowników i kształtują się w wyniku konkurencji pomiędzy osobami starającymi się o pracę. Pracę dostaje osoba gotowa do największych wyrzeczeń, a więc taka, której na pracy, z różnych powodów, najbardziej zależy. W przypadku granicznym Józef K. będzie skłonny pracować dwadzieścia cztery godziny na dobę przy uposażeniu wynoszącym jeden grosz rocznie.

Rodzą się teraz zupełnie nowe implikacje moralne. Sprawiedliwość każe nagrodzić stanowiskiem osobę najbardziej potrzebującą i najbardziej zmotywowaną, a więc Józefa K. Tak więc, jeśli pracodawca chciałby stać się wzorem cnót, winien podczas rekrutacji stać się przezroczysty, a więc postawić najtwardsze warunki z możliwych i stopniowo łagodzić je, aż do momentu, kiedy znajdzie się chociaż jedna osoba, która zechce na nie przystać. W ten sposób przyczyni się do poprawy losu najbardziej potrzebujących.

Definicja państwa

Jeśli ktoś zapytałby o jedną cechę państwa, która jest najlepiej definiuje ową instytucję i jednocześnie stanowi największy zarzut wobec niej, należałoby odpowiedzieć:

Państwo jest sędzią we własnej sprawie.

Pozostałe kwestie, związane na przykład z inicjacją i monopolizacją przemocy fizycznej, pasożytniczym charakterem, nieefektywnością w zaspokajaniu potrzeb społeczeństwa itp., są jedynie logiczną konsekwencją tej jednej cechy.

Zasada Pareto

Często powtarzającym się argumentem socjalnym za utrzymaniem demokracji przedstawicielskiej jest zasada Pareto mówiąca, że:

80% zasobów znajduje się w rękach 20% populacji

Kryteria bywają nawet zaostrzane:

99% zasobów jest w posiadaniu 1% populacji

Jeśli powyższa teza jest prawdziwa, wówczas stanowi świetny argument przeciwko demokracji przedstawicielskiej. Najbardziej racjonalnym rozwiązaniem dla polityka jest bowiem:

  • składając obietnice bez pokrycia zdobyć względy biedniejszej części populacji (przychylność 99% społeczeństwa pozwoli na wygraną w wyborach)
  • po zwycięstwie wejść w koalicję z elitą (i uszczknąć gryza z 99% zasobów społeczeństwa)
Można, oczywiście, wierzyć w istnienie hipotetycznego, politycznego, socjalnego übermenscha, jednak należy obiektywnie przyznać, że etatyzm połączony z demokracją przedstawicielską nie stanowi zbyt efektywnego systemu motywacyjnego.

Rynek piractwa

Zabawne wyliczenie wielkości „rynku piractwa”:

Tak kradną blisko 6 mld złotych. ACTA to zmieni?

A teraz pozwolę sobie złamać prawa autorskie i zacytować fragment:

Amerykanie szacują, że w skali globalnej straty ponoszone przez twórców z tytułu piractwa sięgają około 100 mld dolarów rocznie

Rozumiem, że wypożyczając film w bibliotece dokładam 10 – 50 zł do tej puli? Jeśli więc na seans zaproszę dziewięciu znajomych, wówczas należałoby pomnożyć nasz wkład przez dziesięć? Innymi słowy, każdy z widzów wzbogacił się o 10 – 50 zł? A jako że nikt na świecie żadnego dobra w wyniku seansu nie stracił, nastąpiło cudowne rozmnożenie bogactwa? Moja propozycja dla rządzących – nie walczmy z piractwem. Wliczmy go do PKB! Wzrośnie nasz potencjał do pożyczek i błyskawicznie oddalimy się od konstytucyjnego progu.

Nie, żartowałem, nie mówcie im o tym!