Psychologia

Jest coś fascynującego w fakcie, że psychologii jako nauce amoralnej, na wskroś nietzschańskiej i niebezpiecznej udało się zawładnąć mainstreamem. Fruwa ona ponad dobrem i złem, pozornie unika wartościowania, ale jest wyraźnie normatywna. Zachęca do spełniania siebie, nawet jeśli oznacza to zaprzeczanie normom społecznym, kulturowym czy moralnym. Krytyka przebija się tu i ówdzie („Antychryst” Larsa von Triera), jednak psychologia wychodzi obronną ręką, nie podejmując dyskusji. Kontrowersyjne tezy przemyca niezwykle zgrabnie – przebrane za mądrości dawnych kultur lub medytacje dojrzałych, przystojnych mistrzów życia. Nie konfrontuje czytelnika nigdy z samym trzonem swojej aksjologii. Okopała się skutecznie bastionie zbudowanym z pism kobiecych i poradników życiowych. Jej pozycja w głównym nurcie wydaje się nie do ruszenia.

Czy libertarianizm dałoby się sprzedać podobnie?

Trzy wielkie religie

Wyróżniam trzy wielkie religie:

  • teizm
  • etatyzm
  • gaizm

Tłumią one metafizyczne przerażenie związane z brakiem czuwającego nad naszym życiem rodzica, z brakiem wyższej instancji, która nadawałaby sens istnieniu – wyższy sens od tego, który może nadać istnieniu sam człowiek, obarczony przecież wadami i pogubiony.

Do pierwszej kategorii zaliczam wszystkie klasyczne nurty religijne. W teizmie rodzicem jest, rzecz jasna, ponadnaturalna świadomość – zwykle stworzyciel świata i opiekun ludzkiej duszy po śmierci ciała.

W etatyzmie rodzicem jest instytucja, która nadaje tworzącym ją ludziom cechy boskie. Nawet jeśli poszczególni urzędnicy są ludźmi obarczonymi typowo ludzkimi wadami, to jednak instytucja jako całość ma bezwładność nadaną jej przez autorytety, mężów stanu, ojców założycieli. Owi herosi współczesnego świata nadali instytucji bieg i właściwy kształt za sprawą słów – konstytucji, kodeksu. Zasiadanie w instytucji do czegoś zobowiązuje, a więc sama aura bijąca z instytucji wydobrza. Ludzie naznaczeni przez instytucję stają się pełnoprawnymi dorosłymi i rodzicami dla pozostałych – dla pogubionych i niedoskonałych śmiertelników.

Przez gaizm rozumiem wiarę w metafizyczną celowość natury i jej moralną wyższość nad wytworami ludzkimi. Rodzicem jest więc Gaja, duch poruszający naturą. Natura nie jest już dziełem przypadku, lecz ma wyższy sens. Natura zaopiekuje się człowiekiem, a nie zabije go, jeśli ten zechce żyć w harmonii z nią. Nieteistyczni wyznawcy gaizmu niechętnie przyznają się do wiary w panteizm, jednak wiara ta jest implicite zawarta w ich przekonaniach. Gaizm stoi za wszelkimi błędami naturalistycznymi, dużą częścią ruchów ekologicznych, jak i prawnonaturalną etyką.

Ateizm jest niezwykle rzadką postawą.

Państwowe usługi

Liberałowie wskazują często, że państwo nie ma wystarczającej motywacji, aby świadczyć usługi wysokiej jakości, ponieważ w państwowym przedsiębiorstwie brakuje osoby właściciela, który byłby osobiście i finansowo odpowiedzialny za porażkę lub powodzenie przedsięwzięcia. Ja powiedziałbym więcej – Państwo ma motywację, żeby świadczyć usługi jak najpodlejszej jakości.

Osoby, które doświadczyły braku dostępności określonych usług w wystarczającej ilości i jakości podatne są na fiksację na ich punkcie. Jeśli rządzący zdołali jednocześnie zakorzenić w społeczeństwie przekonanie o nierozerwalności Państwa z daną sfery ludzkiej działalności, wówczas wszelka perspektywa upadku państwa wywoła lęk o dostępność owych usług i obawę przed znanym już dyskomfortem. Powszechnie dostępnych usług wysokiej jakości natomiast nie zauważamy i nie doceniamy. Przechodzimy nad nimi do porządku dziennego i ich obecność uznajemy za stan naturalny. Perspektywa niemożności zaspokojenia związanych z nimi potrzeb wydaje się abstrakcyjna, więc nie uznajemy jej za prawdopodobną.

Klasa rządząca ma szczęście, że, niezależnie od swoich intencji i zaangażowania, nie jest w stanie zapewnić obywatelom usług wysokiej jakości. Rynek ma tego pecha, że za sprawą bezosobowych sił nim kierujących i wręcz wbrew intencjom swoich członków, ewoluuje, zapewniając społeczeństwu coraz wyższej jakości dobra i usługi po coraz niższej cenie. Za sprawą owej niefortunnej zależności obywatele będą zawsze bardziej drżeli przed możliwością upadku państwa niż przed możliwością upadku rynku.

Ułomni libertarianie

Libertarianom często zarzuca się, że szukają w etyce naukowej konsekwencji i spójności logicznej, ponieważ cierpią na dysfunkcję – są pozbawieni naturalnej intuicji moralnej. Załóżmy nawet, że tak jest. Czy to powinno jakkolwiek wpływać na ocenę ich tez? Często mistrzami wybranej dyscypliny są osoby, dla których stanowi ona piętę achillesową. To powoduje fiksację, motywuje i sprawia, że są oni w stanie dojść dalej niż inni. Robert Cialdini przyznaje:

Zawsze łatwo było mnie naciągnąć. Jak daleko tylko sięgnę pamięcią w przeszłość, zawsze się okazuje, że byłem łatwą zdobyczą różnego rodzaju zbieraczy datków, domokrążców i sprzedawców. (…) padałem ich ofiarą , zostając z niechcianymi subskrypcjami na miesięczniki, które mnie nie interesowały czy biletami na bale dobroczynne, które interesowały mnie jeszcze mniej. Zapewne ten właśnie rodzaj doświadczeń towarzyszących mi przez całe życie zadecydował o moim zainteresowaniu problematyką ulegania wpływowi innych.

Czy ktokolwiek krytykuje z tego powodu jego osiągnięcia z zakresu psychologii społecznej?

Aspołeczni libertarianie

http://www.youtube.com/watch?v=iX1ujqivzsU&feature=youtu.be

(…) they’ve the lowest empathy and they have the weakest social relationships. They’re not as bonded to other people. They’re more individualistic.

Jest to często spotykana charakterystyka libertarian. Uważam też, że jest w dużym stopniu prawdziwa. Jednocześnie twierdzę, że nie wynika to per se ze światopoglądu libertariańskiego, a jedynie z aktualnego kontekstu kulturowego – przyjęcie i głoszenie poglądów libertariańskich oznacza wystawienie się na publiczny ostracyzm. Tak więc przyciąga jedynie typy na swój sposób aspołeczne. Sam libertarianizm można, oczywiście, przedstawić jako system indywidualistyczny i tak jest zwykle kojarzony. Można go jednak również przedstawić jako system w najwyższym stopniu społeczny. Spójrzmy na zagadnienie podziału pracy, codziennego głosowania pieniędzmi i braku centralnego sterowania, które to sterowanie jest przecież z zasady dokonywane przez jednostkę lub wąską ich grupę. Libertarianizm, a za tym – anarchokapitalizm, można rozumieć jako kolejny krok w kierunku demokratyzacji i, być może paradoksalnie, w kierunku potęgowania wagi więzi społecznych.

Euroentuzjazm a nacjonalizm

Powszechnie twierdzi się, że euroentuzjazm ma podłoże antynacjonalistyczne. Ja natomiast uważam dokładnie przeciwnie. Entuzjazm nacjonalistyczny wybucha właśnie w nowo rodzących się państwach, a nie w starych i zmurszałych. Weźmy choćby Niemcy wykluwające się z mniejszych państewek za czasów Bismarcka. Pomijam już fakt, że wzmaganie nacjonalizmu wydatnie pomaga rządzącym w dokonaniu bezbolesnej fuzji.

Klasa polityczna

Wiele osób twierdzi, że klasa polityczna to najgorszy pomiot. Nie mogę się zgodzić z tym stanowiskiem. Uważam, że politycy zachowują się więcej niż przyzwoicie. Pokazują, że w istocie ludzkiej tkwią niezmierzone pokłady dobra, skoro nawet najbardziej deprawujące środowisko, jakie można sobie wyobrazić, a więc system władzy w demokracji przedstawicielskiej, nie zamienia człowieka w żądną krwi bestię.

Śledzenie polityki

Śledzenie polityki cieszy się tak dużą popularnością, ponieważ jest to jedyna telenowela, która daje widzom złudzenie, że oglądając ją nie tracą czasu, ale przeciwnie – wykonują pożyteczną pracę.

Drobne kroki

Każda pojedyncza regulacja wydaje się niegroźna. Należy oceniać całą drogę przebytą dzięki tym drobnym krokom.