Niewidzialna ręka a kreacjonizm

Teoria niewidzialnej ręki przypomina teorię ewolucji, ale nie w tym zakresie, w jakim zwykle obie koncepcje się ze sobą zestawia. Nie chodzi o potocznie rozumiany społeczny darwinizm.

Ewolucja podobnie jak rynek jest zdefiniowana przez bardzo prostą zasadę, która prowadzi do bardzo złożonych rezultatów. Zrozumienie owego niezwykle złożonego procesu zaczepionego o banalną regułę wymaga niebanalnej gimnastyki umysłowej. Kreacjoniści kapitulują w obliczu intelektualnego wyzwania. Wizja złożoności form życia powstałych za sprawą przypadkowych mutacji porządkowanych jedynie przez bezosobowy mechanizm wywołuje naturalny sceptycyzm. Umysł szuka droga na skróty – złożoność natury musi być wynikiem świadomego planu. Do tego potrzeba baśniowego bytu oddzielonego od rzeczywistości, który sam nie jest częścią rzeczywistości, ani nie jest animowany tą samą zasadą, co reszta bytów, ale który jedynie rzeczywistość porządkuje i nadaje jej odpowiedni bieg.

Jeśli wolny rynek oznacza społeczny darwinizm, wówczas etatyzm jest społecznym kreacjonizmem.

Warunki pracy

Zawężając wybór nie poprawiamy losu wybierającego. Jeśli nie podoba nam się położenie, w którym znajdują się niektóre osoby na wolnym rynku, pamiętajmy, że odbierając im możliwość znalezienia się w tym położeniu, skazujemy ich na jeszcze gorszy los. Skazujemy ich bowiem na alternatywę, którą w momencie podejmowania decyzji ocenili jako mniej korzystną. Jeśli oburzamy się więc na nieludzkie warunki pracy, na głodowe pensje, pomyślmy, jak fatalnie musiała wyglądać owa alternatywa.

Przestrzeń publiczna

Kiedy natchniony lewicowiec narzeka na zawłaszczanie przestrzeni publicznej, w rzeczywistości narzeka na gust kolektywu, a więc na fakt istnienia przestrzeni publicznej właśnie, w której ów grupowy, popularny gust może się manifestować poprzez reklamy czy architekturę. A więc w istocie pomstuje na to, że owa przestrzeń publiczna nie jest jego przestrzenią prywatną.

Indukcja a dedukcja

Prakseologii zarzuca się niekiedy nadmierną wiarę w możliwości ludzkiego umysłu. Mówi się, że jest zadufaniem wierzyć, iż jesteśmy w stanie dotrzeć do prawdy ignorując obserwowane w rzeczywistym świecie zależności.

Odbijam piłeczkę. Weźmy dowolny fakt polityczny, sytuację ekonomiczną wybranego kraju, obserwację socjologiczną. Ile potencjalnych czynników kształtujących dany wycinek rzeczywistości zidentyfikuje średnio zainteresowana tematem osoba? 0,1 promila? Oczytana – może promil. Profesor studiujący całe życie pojedyncze zagadnienie być może dojdzie do 10-20 procent. Tak więc to empiryści manifestują przesadną wiarę we własne zdolności. Więcej – dobierając, filtrując owe potencjalne czynniki stosują tę samą dedukcję, którą próbują odrzucić.

Jest też trzecia możliwość – rzeczywistość ludzkiego działania jest zbyt złożona. Ani indukcja, ani dedukcja nie pozwalają nam dotrzeć do prawdy. Jeśli tak, ostrożność nakazuje unikać wielkoskalowych eksperymentów, aby uniknąć wielkoskalowych katastrof. Największe rozdrobnienie społecznych eksperymentów zapewnia anarchokapitalizm.

Maszyny

Maszyny odbierają ludziom pracę, a przez to – środki do życia.

Tak, maszyny odbierają ludziom pracę. Wykonują ją za nich. Pytanie brzmi – czy praca automatycznie zapewnia środki do życia? Czy jeśli wszyscy ludzie zaprzęgną się do dwóch rodzajów prac – kopania rowów i ich zasypywania – zapewnią sobie w ten sposób środki do życia? Nie. Widzimy więc, że to nie praca, ale siła nabywcza zapłaty jest gwarantem bezpieczeństwa i zamożności.

Jak opisać siłę nabywczą? Jest to liczba dóbr, które jesteśmy w stanie kupić przy użyciu zadanej kwoty. Co decyduje więc o sile nabywczej pensji? Ceny oferowane na rynku. Czy produkty wykonane maszynowo są tańsze od produktów wyrabianych ręcznie? Nikt chyba nie ma wątpliwości. Podsumowując – zastosowanie maszyn zwiększa liczbę towarów, które jesteśmy sobie w stanie zapewnić za własną pensję.

Czy liczba dostępnych miejsc pracy zmniejsza się z powodu maszyn? Nie, zmienia się jedynie ich charakter. Czy jeśli rozejrzymy się dokoła, nie dostrzeżemy tysięcy usprawnień, których byśmy sobie życzyli? Brudna klatka schodowa wymaga odmalowania, dziury na jezdniach – załatania, zapuszczony ogródek – przystrzyżenia, a puszczając wodze fantazji – czy nie zechcielibyśmy odwiedzić księżyca w weekend? Pracy jest zawsze dość, ponieważ nasze potrzeby są nieograniczone. Jeśli narzekamy na problemy wynikające z bezrobocia, musimy szukać winnych gdzie indziej, nie w maszynach.

Jeśli domagamy się zniszczenia maszyn, domagamy się w istocie pogorszenia warunków życia osób najuboższych, którym maszyny dostarczają produkty taniej niż rękodzielnictwo albo wręcz… dostarczają je za darmo. Spójrzmy na muzykę:

W przeszłości do wybitnych wykonań utworów najwybitniejszych kompozytorów dopuszczona była jedynie garstka arystokratów. Gramofon sprawił, że muzyka zawitała do domów klasy średniej, ale i więcej – dzięki wynalazkowi wystarczyło raz zapłacić za płytę, aby móc ją potem w nieskończoność odsłuchiwać za darmo! Nie musimy każdorazowo kupować biletu do filharmonii. Co przyniósł nam natomiast komputer i Internet? Płacąc jednorazowo za sprzęt i uiszczając abonament za Internet (zwykle tańszy niż pojedyncza płyta) możemy słuchać nieskończoną ilość razy nieskończonej liczby utworów i wykonań! Niestety – w tym ostatnim przypadku – jesteśmy sztucznie ograniczani w możliwościach, które zapewnia nam technologia.

Jak widać, użycie maszyn obniża cenę produktów. Niekiedy wręcz zrównują ją z ziemią – weźmy przytoczony przykład kolejnych odsłuchań utworu (musimy niejako zapłacić jedynie za pierwsze odsłuchanie). Przyczyn bezrobocia natomiast należy szukać gdzie indziej.

Korporacje w anarchokapitalizmie

Lewicowi libertarianie twierdzą często, że korporacje zniknęłyby w anarchokapitalizmie, ponieważ zostałyby pozbawione istotnych przywilejów:

  • ograniczonej odpowiedzialności „osoby prawnej”
  • ochrony patentowej
  • ochrony przed drobną konkurencją (wymóg posiadania certyfikatu, licencji itp.)
  • zamówień publicznych
  • bezpośrednich pomocy finansowych (bailouts itp.)
  • …wielu innych, które można tutaj wymienić
Nie jest to jednak wciąż wystarczający dowód na to, że wymienione przywileje są korporacjom faktycznie niezbędne do przetrwania. Pytanie jednak – czy jest cokolwiek niemoralnego i niestosownego samym w fakcie istnienia dużych, międzynarodowych firm?

Człowiek – istota społeczna

Libertarianie powinni wreszcie przejąć typowe lewicowe argumenty i odwrócić adresatów. Człowiek – istota społeczna albo nie żyjemy w próżni – toż te hasła decydowanie lepiej pasują do libertarian niż lewicy, która z definicji jest rewolucyjna, a więc panujące w społeczności reguły próbuje zastąpić indywidualną wizją rewolucjonisty.

Zakaz handlu narkotykami

Wprowadzenie zakazu handlu narkotykami nie sprawia, że popyt na narkotyki znika lub przestaje być zaspokajany. Sprawia jedynie, że podaż się zacieśnia, ceny rosną, a więc handel staje się bardziej opłacalny. Tak więc wszyscy gracze, którzy są wystarczająco silni, aby konkurować z rządową armią, zainwestują większy kapitał w ten segment rynku. Można na to spojrzeć jako na rodzaj licencji handlowej sprzedawanej mafiom. Albo jeszcze dalej – jako na rodzaj subsydium dla przestępczości zorganizowanej.

Paradoksalnie, powinniśmy temu przyklaskiwać! Rozrost przestępczości zorganizowanej oznacza tworzenie się konkurencji dla państwa. A na konkurencji zawsze zyskuje konsument, czyż nie?

Raczkujący przemysł

W książce „Ukryty ład” David Friedman napisał, że ochrona celna raczkującego przemysłu może być efektywna. Zapewne tak. Tworzy ona jednak zachęty do angażowania się w ryzykowne inwestycje, a więc drastycznie zmniejsza prawdopodobieństwo zysku netto społeczności. Ponadto – obarcza tym ryzykiem osoby bezpośrednio niezwiązane z inwestycją, a więc niezdolne do podjęcia decyzji w jej sprawie oraz niebędące głównymi beneficjentami w przypadku, gdy inwestycja się powiedzie.

Złudzenie kontroli

Załóżmy hipotetycznie, że istnieje problem, który może być rozwiązany jedynie państwowo. Załóżmy nawet, że jesteś specjalistą w dziedzinie odnoszącej się do problemu, masz pełną wiedzę dotyczącą optymalnego rozwiązania oraz jego skutków i dostałeś możliwość utworzenia jednostki rządowej do realizacji swojego planu. Zostałeś intergalaktycznym megadyktatorem rządzącym tą sferą życia i robisz to efektywnie. Problemem pozostaje jednak fakt, że nie masz kontroli nad wyborem swojego następcy. Nawet jeśli ją masz, to nie masz kontroli nad wyborem następcy swojego następcy, ponieważ to Twój następca jest teraz megadyktatorem, a Ty w najlepszym razie vicemegadyktatorem lub w najgorszym – zwłokami. Jedyna namacalna pozostałość po okresie Twoich rządów to system zapewniający wszechwładzę megadyktatorów w danej dziedzinie życia. To jak powierzanie przycisku atomowego anonimowej, przypadkowo napotkanej osobie. Problemem, oczywiście, też jest fakt, że po drodze poczyniliśmy mnóstwo nierealistycznych założeń…