Rynek piractwa

Zabawne wyliczenie wielkości „rynku piractwa”:

Tak kradną blisko 6 mld złotych. ACTA to zmieni?

A teraz pozwolę sobie złamać prawa autorskie i zacytować fragment:

Amerykanie szacują, że w skali globalnej straty ponoszone przez twórców z tytułu piractwa sięgają około 100 mld dolarów rocznie

Rozumiem, że wypożyczając film w bibliotece dokładam 10 – 50 zł do tej puli? Jeśli więc na seans zaproszę dziewięciu znajomych, wówczas należałoby pomnożyć nasz wkład przez dziesięć? Innymi słowy, każdy z widzów wzbogacił się o 10 – 50 zł? A jako że nikt na świecie żadnego dobra w wyniku seansu nie stracił, nastąpiło cudowne rozmnożenie bogactwa? Moja propozycja dla rządzących – nie walczmy z piractwem. Wliczmy go do PKB! Wzrośnie nasz potencjał do pożyczek i błyskawicznie oddalimy się od konstytucyjnego progu.

Nie, żartowałem, nie mówcie im o tym!

Raczkujący przemysł

W książce „Ukryty ład” David Friedman napisał, że ochrona celna raczkującego przemysłu może być efektywna. Zapewne tak. Tworzy ona jednak zachęty do angażowania się w ryzykowne inwestycje, a więc drastycznie zmniejsza prawdopodobieństwo zysku netto społeczności. Ponadto – obarcza tym ryzykiem osoby bezpośrednio niezwiązane z inwestycją, a więc niezdolne do podjęcia decyzji w jej sprawie oraz niebędące głównymi beneficjentami w przypadku, gdy inwestycja się powiedzie.

Żyje się dobrze

Śmiała teza:

Żyje nam się dobrze, ponieważ potężnie się zadłużamy i mamy dostęp do tanich produktów. Tanie produkty w dużej mierze pochodzą z Chin. Są tanie, ponieważ dzięki inflacyjnej polityce walutowej chiński eksport jest subsydiowany. Celem inflacyjnej polityki walutowej jest też dystrybucja kapitału od chińskiego społeczeństwa do chińskiego rządu. Chińskie społeczeństwo ma w związku z tym znacznie zmniejszoną szansę akumulacji kapitału, a więc i zmiany stanowiska pracy. Kapitał zgromadzony w chińskim rządzie wędruje następnie do nas w postaci długu, którym chiński rząd chętnie się dzieli, żeby zdobywać polityczną przewagę i np. glejt na dowolne działania militarne wobec Tybetu. Tak więc ostatecznie – obrastamy w tłuszcz, ponieważ uciskamy niewolników w Chinach i kolonizujemy Tybet.

Samoświadomość Państwa

Przemyślenia i sposób argumentowania podejrzliwych wolnościowców jest często wywiedziona z pewnego aksjomatu, który ciężko mi przyjąć – samoświadomości instytucji. Nie wydaje mi się logiczne, żeby politycy tracili swój cenny czas na spiskowanie przeciwko społeczeństwu i próby uzależniania go od siebie. Owszem – można wywieść logicznie, że np. publiczna edukacja długoterminowo działa korzystnie dla Państwa, ponieważ pozwala skutecznie indoktrynować chłonne umysły. Tyle że Państwo nie istnieje. Istnieją politycy. A ci charakteryzują się wysoką preferencją czasową ze względu na kadencyjność stanowiska. Tak długoterminowe inwestycje nie są więc raczej ich udziałem. Bardziej efektywne byłyby szybkie zyski, a więc koncentracja na np. sprzedaży monopoli. Innymi słowy – interesy Państwa niekoniecznie są zbieżne z interesami polityków (przy czym, oczywiście, ani jedne ani drugie nie są zbieżne z interesami obywateli).

Śledzenie polityki

Śledzenie polityki cieszy się tak dużą popularnością, ponieważ jest to jedyna telenowela, która daje widzom złudzenie, że oglądając ją nie tracą czasu, ale przeciwnie – wykonują pożyteczną pracę.

Złudzenie kontroli

Załóżmy hipotetycznie, że istnieje problem, który może być rozwiązany jedynie państwowo. Załóżmy nawet, że jesteś specjalistą w dziedzinie odnoszącej się do problemu, masz pełną wiedzę dotyczącą optymalnego rozwiązania oraz jego skutków i dostałeś możliwość utworzenia jednostki rządowej do realizacji swojego planu. Zostałeś intergalaktycznym megadyktatorem rządzącym tą sferą życia i robisz to efektywnie. Problemem pozostaje jednak fakt, że nie masz kontroli nad wyborem swojego następcy. Nawet jeśli ją masz, to nie masz kontroli nad wyborem następcy swojego następcy, ponieważ to Twój następca jest teraz megadyktatorem, a Ty w najlepszym razie vicemegadyktatorem lub w najgorszym – zwłokami. Jedyna namacalna pozostałość po okresie Twoich rządów to system zapewniający wszechwładzę megadyktatorów w danej dziedzinie życia. To jak powierzanie przycisku atomowego anonimowej, przypadkowo napotkanej osobie. Problemem, oczywiście, też jest fakt, że po drodze poczyniliśmy mnóstwo nierealistycznych założeń…

W co grają korporacje?

Libertarianie, kiedy odnoszą się do nadużyć megakorporacji, mówią często – „nie wiń graczy, tylko grę”. Ja bym dodatkowo zaznaczył, że rząd w tej grze nie jest sędzią, tylko piłką. Podobnie jak w sporcie, gracz aktualnie posiadający piłkę zdobywa przewagę strategiczną. Przychodzi więc na myśl kolejny aforyzm – „dopóki piłka w grze…”

Pomóż mi, złodzieju

Niektórzy potrafią w tym samym zdaniu nazwać polityków złodziejami, kłamcami i nierobami oraz wyrazić ubolewanie, że posiadają oni zbyt mało kontroli nad naszym życiem.

Darmowe produkty

Coraz częściej możemy wejść w posiadanie produktu, jeśli zgodzimy się skonsumować sczepioną z nim reklamę. A co, jeśli reklamowane usługi działałyby na podobnej zasadzie, jak te, które owe reklamy zawierają? Można wyobrazić sobie sytuację, w której zagłębimy się we wszystkie produkty po kolei (wszystkie reklamy zadziałają), ale nie damy ani grosza za żaden z nich. Rynek zmieniłby charakter – pieniądze nie krążyłyby od konsumenta do producenta, ale od jednego producenta do drugiego. Byłoby to chyba możliwe w sytuacji, kiedy dobrem o największej rzadkości stałoby się samo dostrzeżenie przez klienta. Ciekawy przykład modelu, w którym dobra są darmowe, mimo że wciąż pozostają rzadkie.

Mieć, czy być

Socjalista nie deklaruje rezygnacji ze swojej własności, ale agresję wobec cudzej własności. Libertarianizm nie zajmuje żadnego stanowiska w etycznym sporze „mieć, czy być”. Diogenes mógłby być anarchokapitalistą.